Znów kolejny dzień w szkole, pomyślałam i powoli wstałam z łóżka, chodź strasznie mi się nie chciało, to dziś miałyśmy iść na imprezę do Michała - były jego urodziny. Wyciągnęłam ubrania i poszłam się ubrać, w domu zjadłam śniadanie wzięłam torbę i wyszłam do szkoły. Na rogu czekała moja najlepsza przyjaciółka, przywitałam się z nią i razem ruszyłyśmy w stronę przystanku.
- Weronika dobrze się czujesz? - zapytała przyjaciółka
- Nie, trochę mnie brzuch boli i niedobrze mi jest.
- To lepiej idź do domu.
- Nie pewnie się czymś strułam, przejdzie. A o której idziemy do chłopaków?
- O 15 dlatego musimy pośpieszyć się ze szkoły
- Dobra, chodź bo bus jedzie.
Obie weszłyśmy do autobusu i usiadłyśmy na wolnych miejscach. W szkole byłyśmy przed 8:00, od razu poszliśmy pod klasę z chemii. Po niedługim czasie był dzwonek i od razu przyszła Pani a ja poczułam się jeszcze gorzej. Nie umiałam skupić się na lekcji i strasznie chciało mi się wymiotować. Pani zauważyła że jest ze mną coś nie tak bo zapytała co się dzieje ale zbyłam ją czymś. Potem jakoś mi to przeszło i lekcje też dość szybko minęły. Ze szkoły odbierał nas mój tata dlatego w domu byłyśmy szybko. Po 15 minutach byłam gotowa i czekałam na Agnieszkę.
O 15:05 byłyśmy u Michała
- Hej, Wszystkiego Najlepszego
- Hej dziewczyny. Dzięki
Chłopacy poszli przygotować drinki a myśmy poszły do łazienki. Dalej nie czułam się dobrze, cały czas mnie mdliło i brzuch bolał mnie coraz bardziej. Po 10 minutach wróciłyśmy do Michała i Patryka. Na początku zaczęliśmy tańczyć jednak po chwili pobiegłam do łazienki i wymiotowałam. Przyjaciółka cały czas przy mnie była zresztą Michał też.
- Chcesz jakiejś herbaty, mięty, wody? - zapytał z troską chłopak
- Nie, chce tylko jechać do domu.
- Już? Tak szybko? - przyjaciółka nie była zadowolona
- Źle się czuję.
- To może połóż się a ja ci jednak zaparzę herbaty?
Nie zdążyłam odpowiedzieć bo znów zaczęłam wymiotować. Kolega przyłożył mi mokry ręcznik na szyję. Usiadłam na zimnej podłodze i przez chwilę tak siedziałam.
- Dobra, ja się zbieram do domu. Przepraszam, że zepsułam Ci urodziny.
- Nic nie nie stało Werka.
Powoli wstałam i chciałam wyjść z łazienki jednak przed moimi oczami pojawiły się mroczki a ja upadłam na ziemie. Chyba zemdlałam
*** Z perspektywy Michała ***
- Weronika co Ci jest?
- Aga dzwoń po karetkę szybko
- Już!
Aga odeszła na bok a ja byłem cały czas przy Werce i cały czas do niej mówiłam.
Po kilku minutach było pogotowanie.
- Dzień Dobry co się stało? - zapytał lekarz z pogotowia
- Koleżanka zemdlała.
- Dobrze Martyna saturacja Tomek ciśnienie. Ile czasu minęło od omdlenia.
- Nie wiem może 10 minut temu. Nie wiem. Co jej jest?
- Miała wcześniej jakieś objawy?
- Tak wymiotowała i bolał ją brzuch.
- Od kiedy dokładnie?
- Od rana. - wtrąciłam Agnieszka
W tym momencie Werka zaczęła się budzić.
- Halo słyszysz mnie? - zapytał jeden z ratowników
- Tak, co się stało? - zapytała zdezorientowana i próbowała podnieść się z ziemi.
- Leż spokojnie. Zemdlałaś. Boli Cię coś?
- Brzuch i głowa.
- Miesiączkujesz regularnie?
- Nie. Teraz mi się spóźnia drugi tydzień
- A może jesteś w ciąży?
- Nie, to niemożliwe. Na pewno nie.
- Dobrze, zabieramy się do szpitala. Tam zrobią Ci dokładne badania.
- Nie ja się nie zgadzam. Mogę odmówić prawda? - zapytała Werka z przekonaniem
- Tak, to prawda. Podpisz tylko tu.
Weronika podpisała potrzebne dokumenty a ratownicy pojechali. Dziewczyny też się zbierały do domu.
Tata gdy mnie zobaczył stwierdził, że się upiłam i mam iść do siebie.
Następnego dnia objawy dalej nie minęły, ale do szkoły musiałam jechać, bo tata był dalej przekonany, że to tylko z upicia się na wczorajszej imprezie.
Rodzice zawieźli mnie do szkoły, a tam czekała już moja przyjaciółka.
- Werka a ty dalej się tak czujesz?
- Nawet mi nie gadaj.
- A może, ty no wiesz.
- Co?
- No może ty w ciąży jesteś?
- Nieee to nie może być prawda.
Opowiadania medyczne
piątek, 11 września 2015
niedziela, 14 września 2014
Dwa w jednym cz. 2
Przyjechaliśmy pod mój blok, Łukasz odprowadził mnie pod same drzwi, napił się razem ze mną herbaty. Pożegnałam się z nim i poszłam do łazienki się odświeżyć, potem poszłam i sypialni i usnęłam. Rano obudziły mnie mdłości, czułam się gorzej niż wczoraj. Teraz wiedziałam, że to nie z przemęczenia, wzięłam coś przeciw wymiotnego jednak wiedziałam, że nie dam rady iść do pracy. Zadzwoniłam do szpitala i powiedziałam, że nie przyjdę. Cały dzień leżałam na kanapie, nic nie jadłam cały czas piłam herbatę. Trochę się zdrzemnęłam, około 10 usłyszałam dzwonek do drzwi otwarłam i zobaczyłam Łukasza.
- Co ty tu robisz?
- Słyszałem, że nie przyjdziesz do pracy, dlatego przyjechałem sprawdzić co się dzieję.
- Nic. Po prostu źle się czuje. Przedzie samo.
- Tak, duszności przejdą same. Chodź jedziemy do szpitala. Nie czekaj, aż poczujesz się tak źle i będziesz musiała jechać karetką.
- Nie martw się. Nie nigdzie nie jadę.
- Niech ci będzie. Dobra ja lecę bo mam dyżur za godzinę.
- No okej.
- Jak by się coś działo to dzwoń.
- Dobrze, będę pamiętała. A mam prośbę.
- Tak?
- Mógłbyś odebrać moje wyniki?
- Jasne, zrobię zdjęcie i prześle Ci mms.
- Okej będę czekała.
Pożegnałam się z Łukaszem buziakiem w policzek i poszłam się położyć, miałam dreszcze. Spojrzałam na zegarek wskazywał 11:40 dlatego wzięłam jeszcze proszki i usnęłam. Spałam długo bo 3 godziny, ale to chyba nie był dobry pomysł, bo poczułam się jeszcze gorzej niż rano. Szybko pobiegłam na łazienki, wymiotowałam. Jak już przestałam wzięłam termometr i zmierzyłam gorączkę. Urządzenie wskazywało 40,5°C. Otworzyłam okno i zaczęłam powoli i głęboko oddychać, jednak to nic nie pomogło. Czułam, że zaraz upadnę, usiadłam na kanapie, sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam po karetkę. Przyjechali po 10 minutach.
- Dzień Dobry to Pani wzywała karetkę?
- Tak ja.
- Co się dzieję?
- Od wczoraj mam duszności, kręci mi się w głowie, czasami boli mnie serce i brzuch, rano doszły do tego wymioty. Myślałam, że to tylko z przemęczenia.
- Dobrze a gorączka?
- Tak. Jak przed chwilą mierzyłam to było 40,5°C
- Okej, Adaś zbadamy Pani ciśnienie, podamy tlen, i wkłucie.
- A miesiączka?
- Nie. zawsze miałam regularnie i bezboleśnie. Choć teraz spóźnia mi się już 2 tydzień.
- A nie jest Pani w ciąży?
- Nie, na 100% nie.
- Piotrek zrobimy jeszcze ekg i zaraz zbadam Pani brzuch.
Po ekg i badaniu lekarz stwierdził, że zabiera mnie do szpitala. Gdy wysiadłam z karetki ujrzałam Łukasza. Wiedziałam, że to musi się tak skończyć. Lekarz wszytko wyjaśnił Łukaszowi a mnie zawieźli na izbę przyjęć. Po wstępnych badaniach zostałam przewieziona na sale, byłam sama na szczęście.
Po godzinie przyszedł Łukasz i pokazał mi moje wyniki badania. Miałam anemie, zapalenie mięśnie sercowego i prawdopodobnie astmę.
- Wyniki masz złe. Bardzo złe
- Łukasz daj mi spokój, wiem i nie chce o tym myśleć.
- Przejdziesz jeszcze dodatkowe badania.
- Jakie?
- Ginekologiczne i jeszcze badania krwi, bo coś się nie zgadza. Lekarzowi się to po prostu nie podoba.
- A kto jest moim lekarzem prowadzącym.
- dr. Piotr i ja.
- A co jest nie tak?
- Nie wiem dokładnie.
- Łukasz powiedz co mi jest. Ja chce wiedzieć.
- Masz nadmiar krwinek białych. Ale wiesz, że to o niczym nie świadczy.
Nic nie powiedziałam, tylko zakryłam twarz w dłoniach i modliłam się, żeby to nie było to.
- A co z Martyną - próbowałam zmienić temat.
- Wszystko okej. dostała leki na przepuklinę. Niestety to nie wszystko. Prawdopodobnie ma zapalenie żołądka, ale jeszcze nie wiadomo.
- Okej dzięki, pozdrów ją ode mnie.
- Dobra, a ty się nie przejmuj na pewno wszystko będzie dobrze.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć, po moim policzku spłynęła samotna łza, szybko ją otarłam. Znów nie umiałam nabrać powietrza. Łukasz założył mi maskę tlenową i siedział przy mnie. Po chwili uspokojenia, zapytałam.
- Ile będę musiała czekać na wyniki?
- Wiesz co trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że około 2 godziny.
Nic nie odpowiedziałam tylko wtuliłam się z Łukasza. Ona zagarnął mnie ramionami i mocno przytulił. Czułam się bezpieczna. Po niedługim czasie przyszedł Damian z wziął mnie na badania. Na szczęście tam nic nie wyszło, trochę z nim pogadałam i stwierdziłam, że muszę zajrzeć do mojej pacjentki. Obok Martyny siedział jej chłopak tak przynajmniej wywnioskowałam dlatego, że się całowali. Wróciłam do sali i położyłam się na łóżku. Po godzinie przyszedł Łukasz, ja już nie miałam siły,
- A co jeżeli mam bia...?
- Nawet tak nie myśl Marta. Słyszysz?
Podniósł moją głowę do góry, patrzyliśmy sobie w oczy przez dłuższą chwilę. Potem Łukasz złożył delikatny pocałunek na moich ustach a ja to odwzajemniłam.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Tego mi było potrzeba. A to nawet miłe było. - Uśmiechnęłam się do niego.
Łukasz uśmiechnął się do mnie cwaniacko i wyszedł a ja zostałam sama i zastanawiałam się nad tym co właśnie zrobiliśmy. Po pół godziny przyszedł Piotrek i oznajmił jednak, że nie mam białaczki. To tylko zapalenie. Następne badania potwierdziły astmę, czego się nie spodziewałam. Po tygodniu dostałam wypis, receptę i zwolnienie na dwa tygodnie z pracy. Z Łukaszem spędzaliśmy coraz to więcej czasu, świetnie się dogadywaliśmy.
A co do sprawy Martynki to okazało się, że ma przepuklinę, na szczęście nie trzeba było operować a codo zapalenia żołądka to lekarze mieli racje. Po 2 tygodniach dziewczyna wyszła do domu niestety musi cały czas pojawiać się na kontrolach.
sobota, 30 sierpnia 2014
Dwa w jednym. cz.1
Dziś miałam ciężki dyżur, miałam ochotę iść spać, 2 dni pod rząd nie spać to jest coś. Jeszcze jutro mam mieć nową stażystkę. Zeszłam na dół odprowadzić pacjentkę na badania i na chwilę weszłam do bufetu, zamówiłam kawę i kawałek ciastka. porozmawiałam trochę z Panią Izą i skierowałam się do swojego gabinetu. Do tego wszystkiego bolała mnie głowa i było mi duszno, nie wiedzieć dlaczego. Ubrałam się zamknęłam gabinet skierowałam się w stronę wyjścia. Wychodząc ze szpitala zauważyłam nastolatkę, była skulona, trzymała się za brzuch, włosy miała spięta ale głowę miała skuloną.
- Hej, co Ci jest?
-Słyszysz mnie? Jak się nazywasz?
Dziewczyna nie odpowiadała, nadal się nie poruszyła. Było słychać, że płacze
- Boli cię coś?
- Jestem lekarzem, pomogę Ci. Spójrz na mnie.
Wtedy powoli podniosła głowę i spojrzała na mnie,Minę miała niewyraźną, oczy popuchnięte od płaczu widać, że bolało ją od dawna. Była bardzo blada, miała małe oczy. Widać, że nie jest w stanie nic powiedzieć, jednak próbowałam zawiązać z nią kontakt.
- Jak masz na imię? Boli Cię coś?
Już chciała coś powiedzieć, jednak skrzywiła się jeszcze bardziej z bólu i ścisnęła ręce bardziej brzucha. Widać było, że bardzo cierpiała.
- Choć do gabinetu pomogę ci wstać.
- Nie, nic mi się jest - odpowiedziała cichutko
- Ale widać, że coś ci jest. Tu jest szpital pomożemy Ci, daj sobie pomóc. Powiedz jak masz na imię?
- Martyna
- Choć Martyna, pójdziemy do szpitala i tam Cię zbadam. Dam Ci coś przeciwbólowego. Choć.
- Dasz radę sama wstać?
Pokiwała twierdząco głową, więc powoli podniosłam ją, jednak ona nie była wstanie trzymać się na własnych siłach, prawię upadła. Szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do dr. Łukasza który miał dyżur na izbie. Po chwili przyjechał Łukasz razem z pielęgniarką. Lekarz sam podniósł ją i położyła na łóżku, dalej leżała skulona. Prędko przewieźliśmy ją na izbę przyjęć a tam zrobiliśmy jej wkłucie i podaliśmy leki, które powinny pomóc, dostała też kroplówkę i sól fizjologiczną. Siedziałam tam razem z dr. Łukaszem na izbie, do domu mi się nie śpieszyło.
- Marta dobrze się czujesz?
- Tak.
- Blado wyglądasz.
- Nic mi nie jest. Zwykła grypa pewnie.
- Zrobię Ci gorącej herbaty.
- Dzięki.
Czułam, że coraz gorzej mi się oddycha i bardziej duszno mi jest.
- Zaraz przyjdę.
Oznajmiłam Łukaszowi i wyszłam na chwilę przed szpital, usiadłam na pobliskiej ławce i zaczęłam głęboko oddychać. Po chwili czułam się już lepiej i wróciłam do środka. Usiadłam na krześle obok lekarza i zaczęłam pić ciepłą herbatę. Jak skończyła się już kroplówka postanowiliśmy zbadać Martynę.
Oboje wstaliśmy ja najpierw przeprowadziłam z nią wywiad.
- Już lepiej?
- Tak dziękuje.
- Dobra, a teraz co cię boli?
- Brzuch
- Od kiedy?
- Od 2 tygodni, ale jeszcze szło jakoś wytrzymać. A od 3 dni jestem cały czas na proszkach i nic nie pomaga.
- Czemu wcześniej nie przyszłaś? A mama?
- Z mamą nie rozmawiam, znaczy tak rozmawiamy ze sobą ale nie mamy dobrego kontaktu. Myślałam, że samo przejdzie.
- Oj Martyna, a miesiączka jak?
- Regularna ale bardzo bolesna.
-Dobrze, teraz pan doktor cię zbada.
- Łukasz zbadaj ją, ja muszę wyjść. - Już miałam odejść, ale on pociągnął mnie za rękę
- Co jest?
- Nic. Zaraz przyjdę
Znów wyszłam na zewnątrz, jednak wiedziałam, że nie dojdę do ławki, dlatego od razu obok wyjścia kucnęłam, schowałam twarz w dłoniach w przymknęłam oczy. Nie wiem, ile przez ile tak byłam chyba długo, po przyszedł lekarz.
- Marta co się dzieję?
- Nic.
- Przecież widzę, jesteś blada, mrużysz oczy, wychodzisz na świeże powietrze.
- Nic takiego, to z przemęczenia.
- Tak, na pewno. - odpowiedział z sarkazmem.
- Mów, co się dzieję.
- Łukasz, nic takiego. Jak z pacjentką?
- No boli ją jeszcze brzuch ale wydaje mi się, że coś jest nie tak ginekologicznie, robiłem USG niestety nic tam nie widać. Jutro się zrobi jak będzie na czczo. Pobraliśmy krew wyniki będą jutro. Ale nie zmieniaj tematu. Nie dam Ci spokoju, wiesz.
- Ale Łukasz.
- Żadne Łukasz, chodź po drodze mi wszystko opowiesz. Chodź
Powoli wstałam i znów to samo, zaczęło kręcić mi się w głowie. Przytrzymałam się ściany, nie uszło to uwadze kolegi. Podtrzymał mnie i zaprowadził na izbę przyjęć. Tam usiadłam i poprosiłam pielęgniarkę o tabletkę na głowę. Martyny już nie było, została przewieziona na oddział. Kolega siedział koło mnie i czekał na wyjaśnienia. Wiedziałam, że mi nie odpuści.
- No to co się dzieję?
- Głowa mnie boli ...
- i?
- Duszno mi się, ciężko mi się oddycha, czasami boli mnie serce, od rana mnie mdli i kręci mi się w głowie.
- uuuuu no to sporo się tego uzbierało.
- to z przemęczenia.
- Tak jasne. Kładź się zbadam Cię.
- Nie, nic mi nie jest.
- No to jak nic Ci nie jest to daj się zbadać.
- Zawsze postawisz na swoim. ?
- Zawsze. Boli Cię coś jeszcze
- Od kilku dni brzuch miałam iść z tym do lekarza, ale wiesz jak to jest.
- Dobra połóż się i odsłoń brzuch.
Zrobiłam to o co poprosił Łukasz, potem mnie osłuchał. Zaczęłam gorzej oddychać, nie umiałam nabrać powietrze. Łukasz dał mi maskę tlenową i pobrał krew. Chciał zostawić mnie na noc w szpitalu jednak ja się uparłam i pojechałam do domu, chciałam pojechać, bo kolega mnie odwiózł, zanim jeszcze wyjechaliśmy spod szpitala poszłam zobaczyć jak się czuje Martyna. Na szczęście już spała.
--------------------------------------- kolejna część niebawem :*
- Hej, co Ci jest?
-Słyszysz mnie? Jak się nazywasz?
Dziewczyna nie odpowiadała, nadal się nie poruszyła. Było słychać, że płacze
- Boli cię coś?
- Jestem lekarzem, pomogę Ci. Spójrz na mnie.
Wtedy powoli podniosła głowę i spojrzała na mnie,Minę miała niewyraźną, oczy popuchnięte od płaczu widać, że bolało ją od dawna. Była bardzo blada, miała małe oczy. Widać, że nie jest w stanie nic powiedzieć, jednak próbowałam zawiązać z nią kontakt.
- Jak masz na imię? Boli Cię coś?
Już chciała coś powiedzieć, jednak skrzywiła się jeszcze bardziej z bólu i ścisnęła ręce bardziej brzucha. Widać było, że bardzo cierpiała.
- Choć do gabinetu pomogę ci wstać.
- Nie, nic mi się jest - odpowiedziała cichutko
- Ale widać, że coś ci jest. Tu jest szpital pomożemy Ci, daj sobie pomóc. Powiedz jak masz na imię?
- Martyna
- Choć Martyna, pójdziemy do szpitala i tam Cię zbadam. Dam Ci coś przeciwbólowego. Choć.
- Dasz radę sama wstać?
Pokiwała twierdząco głową, więc powoli podniosłam ją, jednak ona nie była wstanie trzymać się na własnych siłach, prawię upadła. Szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do dr. Łukasza który miał dyżur na izbie. Po chwili przyjechał Łukasz razem z pielęgniarką. Lekarz sam podniósł ją i położyła na łóżku, dalej leżała skulona. Prędko przewieźliśmy ją na izbę przyjęć a tam zrobiliśmy jej wkłucie i podaliśmy leki, które powinny pomóc, dostała też kroplówkę i sól fizjologiczną. Siedziałam tam razem z dr. Łukaszem na izbie, do domu mi się nie śpieszyło.
- Marta dobrze się czujesz?
- Tak.
- Blado wyglądasz.
- Nic mi nie jest. Zwykła grypa pewnie.
- Zrobię Ci gorącej herbaty.
- Dzięki.
Czułam, że coraz gorzej mi się oddycha i bardziej duszno mi jest.
- Zaraz przyjdę.
Oznajmiłam Łukaszowi i wyszłam na chwilę przed szpital, usiadłam na pobliskiej ławce i zaczęłam głęboko oddychać. Po chwili czułam się już lepiej i wróciłam do środka. Usiadłam na krześle obok lekarza i zaczęłam pić ciepłą herbatę. Jak skończyła się już kroplówka postanowiliśmy zbadać Martynę.
Oboje wstaliśmy ja najpierw przeprowadziłam z nią wywiad.
- Już lepiej?
- Tak dziękuje.
- Dobra, a teraz co cię boli?
- Brzuch
- Od kiedy?
- Od 2 tygodni, ale jeszcze szło jakoś wytrzymać. A od 3 dni jestem cały czas na proszkach i nic nie pomaga.
- Czemu wcześniej nie przyszłaś? A mama?
- Z mamą nie rozmawiam, znaczy tak rozmawiamy ze sobą ale nie mamy dobrego kontaktu. Myślałam, że samo przejdzie.
- Oj Martyna, a miesiączka jak?
- Regularna ale bardzo bolesna.
-Dobrze, teraz pan doktor cię zbada.
- Łukasz zbadaj ją, ja muszę wyjść. - Już miałam odejść, ale on pociągnął mnie za rękę
- Co jest?
- Nic. Zaraz przyjdę
Znów wyszłam na zewnątrz, jednak wiedziałam, że nie dojdę do ławki, dlatego od razu obok wyjścia kucnęłam, schowałam twarz w dłoniach w przymknęłam oczy. Nie wiem, ile przez ile tak byłam chyba długo, po przyszedł lekarz.
- Marta co się dzieję?
- Nic.
- Przecież widzę, jesteś blada, mrużysz oczy, wychodzisz na świeże powietrze.
- Nic takiego, to z przemęczenia.
- Tak, na pewno. - odpowiedział z sarkazmem.
- Mów, co się dzieję.
- Łukasz, nic takiego. Jak z pacjentką?
- No boli ją jeszcze brzuch ale wydaje mi się, że coś jest nie tak ginekologicznie, robiłem USG niestety nic tam nie widać. Jutro się zrobi jak będzie na czczo. Pobraliśmy krew wyniki będą jutro. Ale nie zmieniaj tematu. Nie dam Ci spokoju, wiesz.
- Ale Łukasz.
- Żadne Łukasz, chodź po drodze mi wszystko opowiesz. Chodź
Powoli wstałam i znów to samo, zaczęło kręcić mi się w głowie. Przytrzymałam się ściany, nie uszło to uwadze kolegi. Podtrzymał mnie i zaprowadził na izbę przyjęć. Tam usiadłam i poprosiłam pielęgniarkę o tabletkę na głowę. Martyny już nie było, została przewieziona na oddział. Kolega siedział koło mnie i czekał na wyjaśnienia. Wiedziałam, że mi nie odpuści.
- No to co się dzieję?
- Głowa mnie boli ...
- i?
- Duszno mi się, ciężko mi się oddycha, czasami boli mnie serce, od rana mnie mdli i kręci mi się w głowie.
- uuuuu no to sporo się tego uzbierało.
- to z przemęczenia.
- Tak jasne. Kładź się zbadam Cię.
- Nie, nic mi nie jest.
- No to jak nic Ci nie jest to daj się zbadać.
- Zawsze postawisz na swoim. ?
- Zawsze. Boli Cię coś jeszcze
- Od kilku dni brzuch miałam iść z tym do lekarza, ale wiesz jak to jest.
- Dobra połóż się i odsłoń brzuch.
Zrobiłam to o co poprosił Łukasz, potem mnie osłuchał. Zaczęłam gorzej oddychać, nie umiałam nabrać powietrze. Łukasz dał mi maskę tlenową i pobrał krew. Chciał zostawić mnie na noc w szpitalu jednak ja się uparłam i pojechałam do domu, chciałam pojechać, bo kolega mnie odwiózł, zanim jeszcze wyjechaliśmy spod szpitala poszłam zobaczyć jak się czuje Martyna. Na szczęście już spała.
--------------------------------------- kolejna część niebawem :*
czwartek, 19 czerwca 2014
Stracone wakacje.
Piotrek i Martyna byli bardzo dobranym małżeństwem. Ślub wzięli niecały miesiąc temu a od tygodnia są nad greckim morzem. Mają zamiar spędzić tam jeszcze tydzień. Na co dzień jeżdżą w karetce.
Poniedziałek, 25.07.2012
Martyna obudziła się już o 5 rano z porannymi mdłościami i zawrotami głowy. Pewnie musiałam się zatruć wczorajszym nieświeżym kebabem-pomyślała. Obmyła twarz zimną wodą i wróciła z powrotem do sypialni. Piotr już nie spał tylko siedział na łóżku.
Martyna obudziła się już o 5 rano z porannymi mdłościami i zawrotami głowy. Pewnie musiałam się zatruć wczorajszym nieświeżym kebabem-pomyślała. Obmyła twarz zimną wodą i wróciła z powrotem do sypialni. Piotr już nie spał tylko siedział na łóżku.
- Kochanie co się stało?
- Nic, Piotruś. Chodź jeszcze spać
- Słyszałem jak wymiotowałaś, blado wyglądasz.
- Zatrułam się wczorajszym kebabem.
- Na pewno?
- Tak. Chodź spać.
Martyna przytuliła się do męża i razem usnęli wtuleni w siebie. Piotr wstał o 8 i przygotował dla żony śniadanie do łóżka. Martynka obudziła się i po chwili poczuła pyszna zapachy dochodzące z kuchni. Gdy Piotrek przyniósł śniadanie kobieta była wniebowzięta, ale nie chciała jeść ponieważ myślała, że będzie dalej wymiotować, bolał ją brzuch i żołądek. Skusiła się jedynie na małą kanapkę z szynką i ziołową herbatę. Niestety nie myliła się, szybko pobiegła do łazienki. Piotr od razu wybiegła za nią.
- Wszystko w porządku?
Martyna nie odpowiadała, siedziała na podłodze, bardzo kręciło jej się w głowie, coraz bardziej bolał ją brzuch, nie umiała nic powiedzieć, ciężko jej się oddychało.
- Martyna, co się dzieje?
Dziewczyna nie była w stanie nic powiedzieć, miała wrażenie, że zaraz straci przytomność, w tym momencie wszedł chłopak. Był przerażona, nie wiedział co się dzieje, nic nie wskazywało na to, że Martyna, aż tak źle się czuje. Piotr wziął żonę na ręce i położył ją w sypialni, szybko podał jej zimną szklankę wody i zrobił zimny okład. Jak się okazało, miała dość wysoką gorączkę; 39,5 stopnia. Nie mieli przy sobie zbyt wielu rzeczy, jedynie mógł jej podać, coś na obniżenie gorączki i coś przeciw wymiotnego. Przy okazji zbadał jej brzuch, ponieważ dziewczyna cały czas się za niego trzymała. Niestety trudno było cokolwiek powiedzieć bo ból promieniował. Martynka dostała domięśniowo Tramadol 100ml a Piotrek poszedł szybko do apteki po coś silniejszego. Na szczęście 25-latka czuła się już znacznie lepiej. Nie bolał jej już brzuch, nie wymiotowała jedynie ciągle strasznie kręciło jej się w głowie. Powoli wstała i chciała pójść do kuchni po szklankę wody, niestety nie wyszła nawet z pokoju ponieważ zemdlała. Po 10 minutach wrócił mężczyzna, zobaczył kobietę leżącą na podłodze, szybko do niej podbiegł i sprawdził puls. Podał jej wszystko co potrzebowała teraz. Po kilku godzinach Martyna czuła się lepiej . Potrafiła normalnie chodzić. Jednak Piotrek zadecydował, że spakują się i pojadą do domu, tam miała iść do lekarza. Kobieta przekonywała Piotrka, że nic jej nie jest, jednak on postawił na swoim. Martyna cały czas odpoczywała, nie mogła wstać z łóżka, bo Piotrek jej nie pozwalał. Spakował ich rzeczy i pojechali. Po drodze nie mieli większych przygód, jedyne co to Martyna gorzej się poczuła, po drodze wymiotowała, kręciło jej się w głowie, ciężko oddychała,bolał ją brzuch a do tego doszło krwawienie. Piotrek nie zastanawiał się chwili dłużej, miał zamiar od razu jechać do szpitala, niestety dziewczyna jak skuliła się z bólu na ziemie to nie umiała już wstać. Chłopak nie zastanawiając się dłużej zadzwonił po karetkę. Po 5 min pogotowie przyjechało a w niej kolega z pracy Kuba. Piotrek opisał co działo się od rana z Martyną. Ukochaną zabrali do szpitala a on pojechał za karetką do szpitala.
Na miejscu w szpitalu:
W tym dniu dyżur na oddziale miał akurat dr. Wojciechowski. Martyna od razu była przyjęta na SOR. Piotrek czekał przed salą i był zniecierpliwiony. Po 20 min wyszedł do mnie lekarz; Martynka była już po USG i innych badaniach. Doktor postanowił wezwać na konsultacje ginekologa i kardiologa. Piotrek mógł odwiedzić żonę ale tylko na kilka minut bo potem miał przyjść ginekolog. Dziewczyna leżała na łóżku, trudno było jej oddychać dlatego miała maskę tlenową. Za niedługo przyszedł dr. Paweł i Martyna miała wykonywane badanie ginekologiczne.
- Mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość od której zacząć?
- Teraz to mi już obojętne, powiedz po prostu co mi jest.
- Przypuszczalnie nudności nudności, zawroty głowy miałaś dlatego, że jesteś w ciąży, niestety przy twoim obecnym stanie zagraża to życiu dziecka, dlatego muszę porozmawiać z Darkiem, zobaczymy co z tobą zrobimy.
Martyna cieszyła się ale zarazem była załamana. A co jeżeli straci dziecko?. Potem przyszła Pani kardiolog dr. Ewa Michalik. Miała wykonane EKG, Echo serca i została wykryta odma opłucna. Została ona przewieziona na sale zabiegową, tam miała wykonany drenaż. Po innych badaniach wykryto u Martyny Amebę. Zagrażało to poważnie życiu dziecka, dlatego leżała ona na ginekologii w osobnej sali. Po kilku tygodniach Martyna została przewieziona na sale w której były inne kobiety. Po 2 miesiącach wróciła do pracy, jednak musi się oszczędzać.
------------------------------------------------------------------------------------------>
Mam nadzieje, że wam się podoba :))
- Nic, Piotruś. Chodź jeszcze spać
- Słyszałem jak wymiotowałaś, blado wyglądasz.
- Zatrułam się wczorajszym kebabem.
- Na pewno?
- Tak. Chodź spać.
Martyna przytuliła się do męża i razem usnęli wtuleni w siebie. Piotr wstał o 8 i przygotował dla żony śniadanie do łóżka. Martynka obudziła się i po chwili poczuła pyszna zapachy dochodzące z kuchni. Gdy Piotrek przyniósł śniadanie kobieta była wniebowzięta, ale nie chciała jeść ponieważ myślała, że będzie dalej wymiotować, bolał ją brzuch i żołądek. Skusiła się jedynie na małą kanapkę z szynką i ziołową herbatę. Niestety nie myliła się, szybko pobiegła do łazienki. Piotr od razu wybiegła za nią.
- Wszystko w porządku?
Martyna nie odpowiadała, siedziała na podłodze, bardzo kręciło jej się w głowie, coraz bardziej bolał ją brzuch, nie umiała nic powiedzieć, ciężko jej się oddychało.
- Martyna, co się dzieje?
Dziewczyna nie była w stanie nic powiedzieć, miała wrażenie, że zaraz straci przytomność, w tym momencie wszedł chłopak. Był przerażona, nie wiedział co się dzieje, nic nie wskazywało na to, że Martyna, aż tak źle się czuje. Piotr wziął żonę na ręce i położył ją w sypialni, szybko podał jej zimną szklankę wody i zrobił zimny okład. Jak się okazało, miała dość wysoką gorączkę; 39,5 stopnia. Nie mieli przy sobie zbyt wielu rzeczy, jedynie mógł jej podać, coś na obniżenie gorączki i coś przeciw wymiotnego. Przy okazji zbadał jej brzuch, ponieważ dziewczyna cały czas się za niego trzymała. Niestety trudno było cokolwiek powiedzieć bo ból promieniował. Martynka dostała domięśniowo Tramadol 100ml a Piotrek poszedł szybko do apteki po coś silniejszego. Na szczęście 25-latka czuła się już znacznie lepiej. Nie bolał jej już brzuch, nie wymiotowała jedynie ciągle strasznie kręciło jej się w głowie. Powoli wstała i chciała pójść do kuchni po szklankę wody, niestety nie wyszła nawet z pokoju ponieważ zemdlała. Po 10 minutach wrócił mężczyzna, zobaczył kobietę leżącą na podłodze, szybko do niej podbiegł i sprawdził puls. Podał jej wszystko co potrzebowała teraz. Po kilku godzinach Martyna czuła się lepiej . Potrafiła normalnie chodzić. Jednak Piotrek zadecydował, że spakują się i pojadą do domu, tam miała iść do lekarza. Kobieta przekonywała Piotrka, że nic jej nie jest, jednak on postawił na swoim. Martyna cały czas odpoczywała, nie mogła wstać z łóżka, bo Piotrek jej nie pozwalał. Spakował ich rzeczy i pojechali. Po drodze nie mieli większych przygód, jedyne co to Martyna gorzej się poczuła, po drodze wymiotowała, kręciło jej się w głowie, ciężko oddychała,bolał ją brzuch a do tego doszło krwawienie. Piotrek nie zastanawiał się chwili dłużej, miał zamiar od razu jechać do szpitala, niestety dziewczyna jak skuliła się z bólu na ziemie to nie umiała już wstać. Chłopak nie zastanawiając się dłużej zadzwonił po karetkę. Po 5 min pogotowie przyjechało a w niej kolega z pracy Kuba. Piotrek opisał co działo się od rana z Martyną. Ukochaną zabrali do szpitala a on pojechał za karetką do szpitala.
Na miejscu w szpitalu:
W tym dniu dyżur na oddziale miał akurat dr. Wojciechowski. Martyna od razu była przyjęta na SOR. Piotrek czekał przed salą i był zniecierpliwiony. Po 20 min wyszedł do mnie lekarz; Martynka była już po USG i innych badaniach. Doktor postanowił wezwać na konsultacje ginekologa i kardiologa. Piotrek mógł odwiedzić żonę ale tylko na kilka minut bo potem miał przyjść ginekolog. Dziewczyna leżała na łóżku, trudno było jej oddychać dlatego miała maskę tlenową. Za niedługo przyszedł dr. Paweł i Martyna miała wykonywane badanie ginekologiczne.
- Mam dla Ciebie dobrą i złą wiadomość od której zacząć?
- Teraz to mi już obojętne, powiedz po prostu co mi jest.
- Przypuszczalnie nudności nudności, zawroty głowy miałaś dlatego, że jesteś w ciąży, niestety przy twoim obecnym stanie zagraża to życiu dziecka, dlatego muszę porozmawiać z Darkiem, zobaczymy co z tobą zrobimy.
Martyna cieszyła się ale zarazem była załamana. A co jeżeli straci dziecko?. Potem przyszła Pani kardiolog dr. Ewa Michalik. Miała wykonane EKG, Echo serca i została wykryta odma opłucna. Została ona przewieziona na sale zabiegową, tam miała wykonany drenaż. Po innych badaniach wykryto u Martyny Amebę. Zagrażało to poważnie życiu dziecka, dlatego leżała ona na ginekologii w osobnej sali. Po kilku tygodniach Martyna została przewieziona na sale w której były inne kobiety. Po 2 miesiącach wróciła do pracy, jednak musi się oszczędzać.
------------------------------------------------------------------------------------------>
Mam nadzieje, że wam się podoba :))
środa, 28 maja 2014
Pierwszy post
Hej :)
Mam na imię Kamila. Mam 16 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Interesuje się medycyną i postanowiłam pisać opowiadania które będą związane z tym tematem.
Dla niektórych jestem wredna bo nie kłamię i mówię to co myślę. Gdy ktoś mnie zdenerwuję umiem walczyć o swoje. Niektóre osoby strasznie mnie denerwują ale nie zwracam na nich uwagi. Jestem Wielką Fanką KAMILLI BAAR. 29 Stycznia spotkałam się z nią czyli 4 miesiące temu, nigdy tego nie zapomnę. Jest ona dla mnie wzorem do naśladowania, podziałam ją za to co robi, zawszę będę o niej pamiętać. Mam od niej 4 autografy i bardzo jestem z tego dumna. Kocham motocykle niestety nie mam jeszcze swojego ale niedługo. Słucham rapu i nie tylko.
Nie jestem jeszcze pewna czy w każdym poście będzie oddzielny przypadek z inna osobą i tymi samymi ratownikami, czy z głównie wątek będzie polegał na osobach którym coś dolega i zgłaszają się one do szpitala. Sama jeszcze nie wiem, zastanawiam się jeszcze.
A wam który pomysł się bardziej podobał? 1 czy 2?
Proszę o wasze komentarze <3 Posty będę starała dodawać się systematyczne ale nic nie obiecuję ponieważ za niedługo mam wycieczkę na tydzień i na pewno nie dodam, ale jak będę miała wenę i troszkę wolnego czasu to dodam na pewno. Prowadzę już jednego bloga:
http://affection29.blogspot.com/
Pozdrawiam Wasza /K :*
Mam na imię Kamila. Mam 16 lat i chodzę do 3 klasy gimnazjum. Interesuje się medycyną i postanowiłam pisać opowiadania które będą związane z tym tematem.
Dla niektórych jestem wredna bo nie kłamię i mówię to co myślę. Gdy ktoś mnie zdenerwuję umiem walczyć o swoje. Niektóre osoby strasznie mnie denerwują ale nie zwracam na nich uwagi. Jestem Wielką Fanką KAMILLI BAAR. 29 Stycznia spotkałam się z nią czyli 4 miesiące temu, nigdy tego nie zapomnę. Jest ona dla mnie wzorem do naśladowania, podziałam ją za to co robi, zawszę będę o niej pamiętać. Mam od niej 4 autografy i bardzo jestem z tego dumna. Kocham motocykle niestety nie mam jeszcze swojego ale niedługo. Słucham rapu i nie tylko.
Nie jestem jeszcze pewna czy w każdym poście będzie oddzielny przypadek z inna osobą i tymi samymi ratownikami, czy z głównie wątek będzie polegał na osobach którym coś dolega i zgłaszają się one do szpitala. Sama jeszcze nie wiem, zastanawiam się jeszcze.
A wam który pomysł się bardziej podobał? 1 czy 2?
Proszę o wasze komentarze <3 Posty będę starała dodawać się systematyczne ale nic nie obiecuję ponieważ za niedługo mam wycieczkę na tydzień i na pewno nie dodam, ale jak będę miała wenę i troszkę wolnego czasu to dodam na pewno. Prowadzę już jednego bloga:
http://affection29.blogspot.com/
Pozdrawiam Wasza /K :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)